słomiany pies, nekromanta chaldejski

bożenarodzenie*

leave a comment »

biurko, przy którym siedziałem będąc uczniem, kilkanaście miesięcy przed upadkiem muru berlińskiego siedziałem przy tym samym biurku, ucząc się łacińskiej pierwszej deklinacji, najprostszej i jedynej, która została mi w pamięci (nawet wyjątki: nauta, poeta, scriba, conviva), przy tym samym biurku uczyłem się hiszpańskiego pod koniec wakacji, kilka miesięcy przed rozstrzelaniem Ceausescu, fragment czytanki mocno dziewiętnastowiecznej, wdzięcznej i zapadającej w pamięć wschodzie, świecie i świetle : “como expresar con palabras sencillas el encanto que las cosas – un palacio, una calle, un jardin – tienen a ciertas horas […] los arboles poseen tonalidades de color  y de lineas que no vemos en otras horas” [czyż hiszpański nie jest intuicyjnie zrozumiały?]

oto moje wspomnienie z dzieciństwa: święta w dawnym domu, fado (Wenders/Madredeus) na youtube, zapomniana/przypomniana czytanka kojarząca się z wakacjami na Istrii (światłem – nadmorskim, letnim, porannym; uliczkami – mieszczańskimi, dziewiętnastowiecznymi, secesyjnymi);
como expresar con palabras sencillas – czyż nie jest pytaniem na wskroś egzystencjalnym?
*aż chce się zapytać ‘czyje’
Advertisements

Written by barista

December 27, 2008 at 7:59 pm

Posted in Uncategorized

Miejsce umęczone krwią Polaków

leave a comment »

Pierwsze wrażenie z Warszawy: co krok celebrowanie męczeńskiej przeszłości. Tablice, zwiędłe kwiaty, umrzeć za Ojczyznę to dobre polskie resume. Im młodziej, tym lepiej. Wysłać dzieci do walki z okupantem – z kim? o co? po co? – to resume najlepsze.

Nieprzyzwyczajony widzi mnóstwo głupoty na codzień. Nowopoznana koleżanka (zawód wykonywany prawnik, zawód wyuczony pisarka) – odpisuje na utyskiwania znad morza: “Anyway, the resort sounds very…Polish.”

Klima w pokoju trzeci dzień nie działa, ale pamiątek z krwią i męczeństwem w nazwie nie ma. Są blaszane budy.

Written by barista

August 27, 2008 at 4:43 pm

Posted in Uncategorized

Tagged with ,

Lotnisko

leave a comment »

Podłogi błyszczą. Kamienne albo udające kamień. Ruchomy chodnik. Zieleń za oknem.

Ludzie zrobili się jednorodni. Ma to zalety – bez strachu o siedzenie przy grubasie. I wady – skończony, banalny zbiór rysów i figur. Ozdobą poczekalni jest stara kobieta w sari i czterdziestoletni gentleman w garniturze, białej koszuli i krokodylich pantoflach. Elegant ma twarz z zachodniej Afryki.

Podstarzały turysta dwa siedzenie dalej czyta gazetę, na pierwszy rzut oka – esperanto, chwila wysiłku – portugalski – artykuł o pochodzeniu życia. Nie działa sieć, t-mobile pisze jakieś głupstwa, że źle, problem techniczny ogólny (sic!), że zbyt wiele razy próbowałem płacić (płaciłem?) tą samą kartą. Słucham “Numb”, a potem “Lemon”, a potem “Stray”. A potem włącza się Dan Fessler, Uniwersytet w Davis, Kalifornia. Zupełnie znienacka.

Stewardessa miała szpiczaste, długie uszy, zbyt wysoko osadzone. Klimat bardziej Sapkowski niż Heyerdahl’owski. Nadmuchany kołnierz sflaczał gdzieś po drodze. Wino pachniało świeżo, smakowało wesoło. Kurczak miał smak. W podręcznym jechała empirowa ramka z fotografią (jak to możliwe, czy Daguerre już się wtedy urodził, a może chodzi o drugie cesarstwo?), owinięta w folię bąbelkową.

Przy Portugalczyku usiadła kobieta z ciemnobrązowym lakierem u stóp. Zostały mi dwie godziny ‘przesiadki’. Wszystko to składa się na doskonałą podróż w obskurnym kierunku. Jan Paweł II, znane i cenione bóstwo opiekuńcze, pomógł mi parę godzin wcześniej znaleźć paszport (chciałem wyrzucić starą kurtkę, ale bóstwo powiedziało w mojej głowie – zaprawdę załóż coś na siebie bo pada deszcz, to usłyszawszy założyłem, a sięgając do kieszeni znalazłem paszport który miał być w plecaku).

Autobus na lotnisku z wielkimi szybami, ale po europejsku – bez klimatyzacji. Niby Zachód, a zaduch jak w starym PeKaeSie.

Written by barista

August 27, 2008 at 4:33 pm

Posted in Uncategorized

Tagged with

migracje

with 3 comments

Cały wieczór oglądania zdjęć, czytania blogów, forów, szukania mieszkań, porównywania pensji – znowu Azja, Japonia, a konkretnie Fukuoka.

Trafiłem (forum Wyborczej) na wpis, który tak mnie rozbawił, że wróciłem do rzeczywistości:

“witam,
mam 16 lat i za dwa lata jak będę pełnoletnia chciałabym wyjechać na stałe do Japonii.. Ale nie do pracy albo szkoły, Poprostu wyjsc za maz i normalnie zyc..
Moi rodzice sie nie zgadzaja mówią że będzie mi zle..
hmm chciałabym poznac wasze opinie co do tego. Chodzi mi czy wogóle tak mozna..wyjechać i czy cos potrzebuuje.. jak wiza.. i około ile to kosztuje.. mam na mysli bilety. pozdrawiam,”

Written by barista

June 21, 2008 at 12:33 am

Posted in Uncategorized

Tagged with

o prawie bożym drobny przyczynek z prasy codziennej

leave a comment »

“Na konferencji prasowej abp Józef Życiński bronił ks. Krzysztofa Podstawkę, który “z racji pełnienia funkcji dyrektora Domu Samotnej Matki otrzymał informację, że w szpitalu znajduje się dziewczynka, które może potrzebować pomocy”. – Tego rodzaju rozmowy przeprowadza się bardzo często. Dziewczynka o rozmowie z księdzem poinformowała bliskich, a ci nagłośnili sprawę – powiedział metropolita lubelski. Skrytykował tych, którzy “w imię źle pojętej nowoczesności zachęcali dziewczynkę do usunięcia ciąży”. Cytując Jacka Kuronia, użył określenia “dewotki ateizmu”. – Musimy pytać, co robić, by w wolnej, demokratycznej Polsce ci, którzy odwołują się do głosu sumienia, nie byli przedstawiani jako wrogowie porządku społecznego, bo oni kierują się Dekalogiem, który jest trochę starszy od innych regulacji prawnych – spuentował abp Życiński.

Pan biskup Życiński pyta jak to możliwe, że prawo w Polsce (inna sprawa, czy obawy te są uzasadnione) przeważa w przypadku konfliktu z pana biskupa poczuciem moralnym, jak to możliwe, że wspomniany osąd moralny zakotwiczony w prawie bożym, czy wręcz tożsamy z prawem bożym – nie deroguje “innych regulacj i prawnych”.

Dekalog “jest trochę starszy od innych regulacji prawnych”. Dlaczego więc organy państwa (dodajmy, że wszelka władza pochodzi od Boga, a więc woli bożej i prawu bożemu winna być podporządkowana) uchylają się od wykonywania prawa bożego? Jak można tolerować bezprawie – oto prawo najwyższe jest łamane w imię respoektowania zwykłego przepisu ustawy?

Łączymy się z panem biskupem Życińskim w zadumie nad podłością stróżów prawa.

Niezmierzona jest potęga ludzkiej głupoty.

Written by barista

June 19, 2008 at 2:40 pm

Posted in Uncategorized

Tagged with , ,

o prawie celnym i weterynaryjnym

leave a comment »

“Myślę, że i wielu Japończyków zna modlitwę różańcową. Przekonałem się o tym tuż po przyjeździe, na lotnisku. Wiozłem z kraju wędliny dla polskich ojców, którzy współpracują z braćmi Kanady i z miejscowymi dominikanami. Celnik japoński nie chciał mięsiwa przepuścić i bardzo głośno coś mi tłumaczył, pokazując, że nic z tego. Nagle wśród moich rzeczy znajdujących się w podróżnej torbie odnalazł duży różaniec, który noszę przy habicie. Obejrzał go, uśmiechnął się, zamknął torbę i wpuścił mnie do Japonii z polską kiełbasą i szynką. Było to dokładnie 2 lutego 2002 roku, w dzień Matki Bożej Gromnicznej. I jak tu nie wierzyć w moc różańca i wstawiennictwo Maryi, która troszczy się o swoje dzieci nawet w tak prozaicznych sprawach.”

wyjątki z artykułu Moc różańca [W drodze, nr 6, 2003] autorstwa o. Józefa Klimurczyka, dominikanina i promotora różańca

Written by barista

June 16, 2008 at 9:55 am

o prawie antymonopolowym

with 2 comments

Krótkometrażówka Clementie in kartelzaken wyprodukowana przez holenderski urząd antymonopolowy to po prostu świetne kino. Kartelowy, można powiedzieć, moralitet porusza wątki, których nie może zabraknąć w filmie akcji, ani w kinie moralnego niepokoju: pytania o uczciwość, wiarę w siebie i lojalność wobec rodziny, nad nicością nastaje triumf sprawiedliwości, a odkupienie dokonuje się w wyznaniu winy.

Prosta z pozoru fabuła (zaleca się oglądanie filmu z wytężoną uwagą, ze względu na oryginalną wersję językową) – opowiada o zmowie cenowej. Film urzeka realistyczną, lecz wyszukaną scenografią: na próżno szukać w nim ciasnych pokoików z Marriotta, wytartych wykładzin i zawsze tych samych mebli w zadymionych salkach konferencyjnych, żadnych pogniecionych koszul – przestronna willa, wysokie sufity, świetne ubrania i cywilizowane aresztowanie.

Kolejna zaleta filmu jest ponadto brak scen, które mogłyby narazić widzów na zasadniczą rozmowę z opiekunem biurowego serwera.

Każdy wyrobiony krytyk przyzna, że prawo boże nie umywa się do antymonopolowego.

Written by barista

June 16, 2008 at 4:09 am