słomiany pies, nekromanta chaldejski

Lotnisko

leave a comment »

Podłogi błyszczą. Kamienne albo udające kamień. Ruchomy chodnik. Zieleń za oknem.

Ludzie zrobili się jednorodni. Ma to zalety – bez strachu o siedzenie przy grubasie. I wady – skończony, banalny zbiór rysów i figur. Ozdobą poczekalni jest stara kobieta w sari i czterdziestoletni gentleman w garniturze, białej koszuli i krokodylich pantoflach. Elegant ma twarz z zachodniej Afryki.

Podstarzały turysta dwa siedzenie dalej czyta gazetę, na pierwszy rzut oka – esperanto, chwila wysiłku – portugalski – artykuł o pochodzeniu życia. Nie działa sieć, t-mobile pisze jakieś głupstwa, że źle, problem techniczny ogólny (sic!), że zbyt wiele razy próbowałem płacić (płaciłem?) tą samą kartą. Słucham “Numb”, a potem “Lemon”, a potem “Stray”. A potem włącza się Dan Fessler, Uniwersytet w Davis, Kalifornia. Zupełnie znienacka.

Stewardessa miała szpiczaste, długie uszy, zbyt wysoko osadzone. Klimat bardziej Sapkowski niż Heyerdahl’owski. Nadmuchany kołnierz sflaczał gdzieś po drodze. Wino pachniało świeżo, smakowało wesoło. Kurczak miał smak. W podręcznym jechała empirowa ramka z fotografią (jak to możliwe, czy Daguerre już się wtedy urodził, a może chodzi o drugie cesarstwo?), owinięta w folię bąbelkową.

Przy Portugalczyku usiadła kobieta z ciemnobrązowym lakierem u stóp. Zostały mi dwie godziny ‘przesiadki’. Wszystko to składa się na doskonałą podróż w obskurnym kierunku. Jan Paweł II, znane i cenione bóstwo opiekuńcze, pomógł mi parę godzin wcześniej znaleźć paszport (chciałem wyrzucić starą kurtkę, ale bóstwo powiedziało w mojej głowie – zaprawdę załóż coś na siebie bo pada deszcz, to usłyszawszy założyłem, a sięgając do kieszeni znalazłem paszport który miał być w plecaku).

Autobus na lotnisku z wielkimi szybami, ale po europejsku – bez klimatyzacji. Niby Zachód, a zaduch jak w starym PeKaeSie.

Written by barista

August 27, 2008 at 4:33 pm

Posted in Uncategorized

Tagged with

Leave a Reply