Archive for August 2008
Miejsce umęczone krwią Polaków
Pierwsze wrażenie z Warszawy: co krok celebrowanie męczeńskiej przeszłości. Tablice, zwiędłe kwiaty, umrzeć za Ojczyznę to dobre polskie resume. Im młodziej, tym lepiej. Wysłać dzieci do walki z okupantem – z kim? o co? po co? – to resume najlepsze.
Nieprzyzwyczajony widzi mnóstwo głupoty na codzień. Nowopoznana koleżanka (zawód wykonywany prawnik, zawód wyuczony pisarka) – odpisuje na utyskiwania znad morza: “Anyway, the resort sounds very…Polish.”
Klima w pokoju trzeci dzień nie działa, ale pamiątek z krwią i męczeństwem w nazwie nie ma. Są blaszane budy.
Lotnisko
Podłogi błyszczą. Kamienne albo udające kamień. Ruchomy chodnik. Zieleń za oknem.
—
Ludzie zrobili się jednorodni. Ma to zalety – bez strachu o siedzenie przy grubasie. I wady – skończony, banalny zbiór rysów i figur. Ozdobą poczekalni jest stara kobieta w sari i czterdziestoletni gentleman w garniturze, białej koszuli i krokodylich pantoflach. Elegant ma twarz z zachodniej Afryki.
—
Podstarzały turysta dwa siedzenie dalej czyta gazetę, na pierwszy rzut oka – esperanto, chwila wysiłku – portugalski – artykuł o pochodzeniu życia. Nie działa sieć, t-mobile pisze jakieś głupstwa, że źle, problem techniczny ogólny (sic!), że zbyt wiele razy próbowałem płacić (płaciłem?) tą samą kartą. Słucham “Numb”, a potem “Lemon”, a potem “Stray”. A potem włącza się Dan Fessler, Uniwersytet w Davis, Kalifornia. Zupełnie znienacka.
—
Stewardessa miała szpiczaste, długie uszy, zbyt wysoko osadzone. Klimat bardziej Sapkowski niż Heyerdahl’owski. Nadmuchany kołnierz sflaczał gdzieś po drodze. Wino pachniało świeżo, smakowało wesoło. Kurczak miał smak. W podręcznym jechała empirowa ramka z fotografią (jak to możliwe, czy Daguerre już się wtedy urodził, a może chodzi o drugie cesarstwo?), owinięta w folię bąbelkową.
—
Przy Portugalczyku usiadła kobieta z ciemnobrązowym lakierem u stóp. Zostały mi dwie godziny ‘przesiadki’. Wszystko to składa się na doskonałą podróż w obskurnym kierunku. Jan Paweł II, znane i cenione bóstwo opiekuńcze, pomógł mi parę godzin wcześniej znaleźć paszport (chciałem wyrzucić starą kurtkę, ale bóstwo powiedziało w mojej głowie – zaprawdę załóż coś na siebie bo pada deszcz, to usłyszawszy założyłem, a sięgając do kieszeni znalazłem paszport który miał być w plecaku).
—
Autobus na lotnisku z wielkimi szybami, ale po europejsku – bez klimatyzacji. Niby Zachód, a zaduch jak w starym PeKaeSie.