słomiany pies, nekromanta chaldejski

migracje

with 3 comments

Cały wieczór oglądania zdjęć, czytania blogów, forów, szukania mieszkań, porównywania pensji – znowu Azja, Japonia, a konkretnie Fukuoka.

Trafiłem (forum Wyborczej) na wpis, który tak mnie rozbawił, że wróciłem do rzeczywistości:

“witam,
mam 16 lat i za dwa lata jak będę pełnoletnia chciałabym wyjechać na stałe do Japonii.. Ale nie do pracy albo szkoły, Poprostu wyjsc za maz i normalnie zyc..
Moi rodzice sie nie zgadzaja mówią że będzie mi zle..
hmm chciałabym poznac wasze opinie co do tego. Chodzi mi czy wogóle tak mozna..wyjechać i czy cos potrzebuuje.. jak wiza.. i około ile to kosztuje.. mam na mysli bilety. pozdrawiam,”

Written by barista

June 21, 2008 at 12:33 am

Posted in Uncategorized

Tagged with

3 Responses

Subscribe to comments with RSS.

  1. Swiat niektorych jest dosc prosty. Pojechac do Japonii, wyjsc za maz, zyc.

    Jednym z dokumentow, ktore musialem kompletowac do NZ, bylo zaswiadczenie przez odpowiedniego lekarza o stanie mojego zdrowia. podobna procedura obowiazuje rowniez w Kanadzie i AUS, wiec lekarze, ktorzy sobie dorabiaja wystawiajac podobne zaswiadczenia, ‘obsluguja’ czesto te kraje naraz. Stojac w kolejce w poznanskim szpitalu po to wlasnie zaswiadczenie, poznalem dziewczyne, na oko z 18 lat, i jej matke. Dziewczyna na necie poznala Polaka z Kanady, po paru mailach i dwoch spotkaniach zdecydowala sie na slub i na wyjazd do Kanady. Zarowno ona jak i jej matka byly naprawde dumne z tak szczesliwego dla corki losu – wyjechania do *Kanady*. Dziewczyna rzucala rowniez liceum.

    cyncynat

    June 22, 2008 at 2:56 am

  2. Ten post z forum gazety trafił akurat w moment podekscytowania alternatywną karierą/życiem – i strasznie rozśmieszył, będąc parafrazą kłębiących mi się wtedy pomysłów. Ten dzień spędziłem w ZOO z przyjacółką mojej córki i jej tatą (Japończycy), jechaliśmy razem słoniu ;) Bardzo lubię japońskie dzieci (generalnie raczej dzieci nie lubię) – to temat na osobną notkę.

    Później samochodem przez miasteczka i autostradą przez lasy, w słońcu, z głowami bolącymi od słońca i klimatyzacji. Genialny kontrast językowy – z tyłu dzieci i nursery rhymes, piosenki i śmiech, z przodu 30+, bariera językowa odmierza humor. Na widok kolejnej podróbki gotyckiej katedry pośród miasteczka z parterowych panelowych domków kolega wydaje japoński pomruk (jak zapisać taką nosówkę?) i powiada ‘Trying to make it just like Europe. Every village has a church’. Zatrzymujemy się na skrzyżowaniu, przed nami domek i neonowy napis ‘Psychic Reading & Tarot’ (wraz z ceną) – ‘Hope we can make it next time. Only 15 dollars.’

    Ten eksport dziecka do Kanady – hardkor.

    barista

    June 24, 2008 at 1:18 pm

  3. Psychic’ow mijam pare razy w tygodniu idac o poranku do gymu. Dokladnie chodzi o spirytystow, z ktorych tak lubi sie nabijac Dawkins. Na wystajacej z ziemi na jakies pol metra skrzynce metalowej (odrazu naprzeciw ich siedziby) ktos namalowal farba fosforyczna ksztalt ducha. W dzien tego nie widac, ale o poranku, jak jest jeszcze ciemno) widac istote pozamaterialna spacerujaca przed siedziba spirytystow :-)

    cyncynat

    June 26, 2008 at 2:24 am


Leave a Reply